księga gości

2010
kwiecień
2009
maj
marzec
2008
listopad
lipiec
kwiecień
2007
grudzień
październik
sierpień
czerwiec
kwiecień
marzec
styczeń
2006
listopad
październik
sierpień
czerwiec
maj
marzec
styczeń
2005
listopad
październik
wrzesień
sierpień
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
styczeń
2004
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień



Dawno mnie tu nie było
Może to z powodu jakiegoś braku wewnętrzej potrzeby ekshibicjonizmu czy coś.
No ale bywa.

Skrobnę tylko krótkie stwierdzenie na temat zajebsitości życia i w ogóle.
Że jakieś konkrety? Argumenty?
A po cholerę? Jak i tak jak ktoś będzie chciał to się ze mną nie zgodzi.

Ja wiem swoje.

tensai 2010-04-21 21:52:00 skomentuj (0)
Konkurs był

Jakoś się nazywał, mniejsza jak

I chodziło o opowiadanie po angielsku. Jedynym problemem był fakt, że limit był jak standardowe opowiadanie szkolne 200-250

Ograniczyło mnie to, ale w końcu wyszło coś, co mnie się podoba.

 

I was woken up by the blinding sunlight. It was shining through the branches and falling on my face. I raised myself. The night under the great oak tree was very refreshing. An intriguing thought crossed my mind when I looked once again at that tree. I wondered, what its story was, what it had seen and experienced. 
''It's stupid,'' I said to myself while shaking my head to get rid of it. 
I picked up my bag and started walking. I had a long trip ahead of me and also a long trip behind. I didn’t remember what made me roam. I had been wandering the world simply because I had nothing else to do. 
After a while, in the forest I was crossing, I noticed an unnatural light somewhere among the trees. I followed it. I kept walking but the light didn't want to come any closer. Suddenly, it disappeared and I was left like a fool in the middle of the forest without any idea how to get out. At that very moment, a creature made of light appeared in front of me and said,
 ''You are lost,'' I nodded. ''We will help.''
 ''We?'' I asked thrilled.
 ''The way will be shown but you will have to change into an oak for one year. Then, you'll be brought back.''
And suddenly, I lost my senses and gained awareness of the light, water and soil.
 But ''they'' lied. The four seasons came and went. And I waited forever.

 

Równo 250

Cięte z bodaj 400. Wyciąłem dwa wątki i dwie postaci drugoplanowe, ale mniejsza.

Może kiedyś przetłumaczę.



tensai 2009-05-12 17:48:53 skomentuj (0)
Ja i świat.

Cóż. Pierwsze, co mi do łba przychodzi to to, że tak naprawdę niewiele mnie to obchodzi. Zasadniczo zestawienie mojej skromnej osoby ze światem wydaje sie być tylko zabiegiem mającym na celu dodać jakiś dziwny akcent do owego świata, bądź dać jakieś tło dla mojej osoby.

Ta. To na pierwszy rzut oka.

A jakby się zagłębić w temacie? No cóż.

Ja. Siedzę po turecku na łóżku z laptopem przed sobą i lekko się garbiąc stukam w klawisze. Obok leży gitara basowa i pałeczki perkusyjne. Łóżko oczywiście jest niepościelone, bo po co je ścielić jak i tak wieczorem znowu będę musiał się bawić w rozkładanie tego wszystkiego.

Pokój tak samo. Po kątach porozrzucane różne kartki, na biurku dużo różnych niedefiniowalnych rzeczy. Pomimo że cała ściana o wymiarach mniej więcej trzy na dwa i pół metra zajmowana jest rzez głęboką na jakieś pół metra szafę, na fotelu mieści się góra różnego rodzaju ubrań. Nazywać ją zwykłem „węzłem chi” a ogólny wygląd pokoju „urządzonym zgodnie z feng shui”.

Mniejsza zresztą. Pokój. Mój mały świat.

Teraz pewnie powinienem zadać pytanie w jakim kontekście był zadany temat. Ale czy ktokolwiek mi odpowie? Nie lubię ze sobą gadać.

Co ja tak właściwie robię. Jestem. Bo czasem zdarzy mi się pomyśleć. Ale nie robie tego zbyt często, bo doszedłem do wniosku, że nie ma sensu. Świat działa tak, że żeby nie mieć zbędnych rozkmin i dramatów wystarczy nie myśleć i działać tak, jak chcą inni. I tylko w przypadku jakiegoś wybitnego zapotrzebowania włączyć mózg i sprawić żeby ludzie nie wiedzieli co się dzieje. Czasem jest to zabawne. Szczególnie jak ludzie widzą cię po raz pierwszy z takiej strony. Kolesia, któremu wszystko zwisa, który nie przejmuje się niczym i który wszystko zwykł zbywać kilkoma powtarzającymi się kwestiami typu: „No i?”, „Ta...”, „Wali mnie to.”, „Co mnie to obchodzi?”, bądź po prostu wzruszeniem ramion, widzą w sytuacji, w której jest skłonny zrobić prawie wszystko, żeby coś osiągnąć. Działania oparte są na filozofii Sun Tzu, czyli na filozofii delikwenta, który napisał „Sztukę Wojny”. I z owego traktatu wojennego we łbie najbardziej zakodowały mi się dwie rzeczy. Pierwsza, tzw. „know your enemy”, a drugie: “don’t let your opponent to know you”.

Się zrobiła dygresja. Pytanie było o to, co ja robię. Bywam w szkole, gdzie obchodzi mnie jak na razie dożycie (nieumarcie z nudów) do matury, potem jej napisanie na „pozytywnie”, bo tak na prawdę dobre świadectwo nie jest do niczego potrzebne, maturę trzeba zdać i na studia iść tam, gdzie można z wiedzą „niezakuwaną”. Jakoś udało mi się to wytłumaczyć rodzicom. Jakoś...

Zastanawiam się i zastanawiam i dochodzę do wniosku, że tak na prawdę można by wcisnąć reset i odpalić świat od nowa. Albo mógłbym rzucić wszystko to co tu jest i wyemigrować gdziekolwiek. Są jednak dwie rzeczy, które mnie przed tym powstrzymują. Drugą z nich jest rodzina. Co ja bym zrobił, gdybym wyjechał gdzieś w pizdu? Tu mam jedzenie, dach nad głową i w ogóle. Jebany materialista...

A pierwsza z tych rzeczy... Jest. I to wystarczy jak na razie. Żeby była w jakikolwiek sposób.

Niektórzy ludzie dziękują mi za to, że jestem. Tak po prostu. I to różni ludzie. Często się nieznający. Dziwi mnie to i troszkę przeraża, ale co mogę zrobić? Kiedyś rozmawiałem z jedną personą i rozmowa zaszła na to, jak różni ludzie mnie widzą. Padło zdanie: „Fajnie się z tobą żyje, jak ci nie odpierdala. A jak ci odpierdoli, jesteś nieznośny.”

Może.

Nie będę się specjalnie dla nich zmieniał.




tensai 2009-03-25 22:16:32 skomentuj (0)
Zasadniczo generalnie o pewnych zasadach matematycznych.
Niby jest źle.
Może być jeszcze gorzej przecież...
Nie jest jeszcze tak tragicznie, jak mogło by być.
Pieprzeni fataliści.
Uśmiechu trochę poproszę.
Albo wyproszę z towarzystwa.
Bo mam już powoli dość celowo dołujących mnie ludzi.
Nie mówię oczywiście o jakichś problemach, które taki chwilowy stan spowodowały.
Ale ej, jak ktoś ma doła od zawsze, to coś tu nie gra. Czasem sie uśmiechnie, fakt, ale ma doła i to jest sposób na życie.
Kurwa. Uśmiech, smutasy. Co z tego, że stało się coś. Czy uśmiech coś kosztuje? Czy są sytuacje w których nie ma powodu do uśmiechu? Ej...
Żyjesz! Przez niektórych uważane za coś wrednego. Ale! Bez faktu posiadania stanu: "żywy", nie istniałyby żadne myśli, więc nie byłoby rozważań na temat tego, czy warto żyć, czy nie.
No ale jak nie ma żadnych powodów do tego, żeby się z życia cieszyć (nic, zero, null, nichts, nothing - tzn: nawet najbardziej zajebisty wschód słońca Ci zwisa, i wszytsko co kiedyś kogoś ew. mogło zachwycić na chwilę jak najmniejszą), no cóż. W takich sytuacjach natura zwykle odpalała maszynę zwaną łańcuchem pokarmowym, która pozbywała się skutecznie wszytskich jednostek pozbawionych woli przeżycia. Teraz jest trochę inaczej, bośmy wskoczyli na sam szczyt drabiny pokarmowej i już nic nie ma w swojej stałej diecie stanowiska: Ludź (pomijam wszy i insze paskudztwa tego typu). I co teraz, panie Darwin?

Można w sumie taką przewodnią myśl ostatnich paru dni przedstawić w sposób następujący:
Jeżeli dzień dzisiejszy jest dniem zajebistym, to jutrzejszy też będzie.
I odpalać ten ciąg przyczynowo skutkowy codziennie rano.
I tyle
;)

tensai 2008-11-23 23:22:53 skomentuj (1)
Dążyć do... właśnie? Czego?
Gubię się i znajduję...
średnio dwa razy dziennie. Rano wstaję z bananem na mordzie, ucieszony "jaki piękny jest ten świat", a zaledwie w południe jakaś moja dziwna myśl musi mi zjebać resztę dnia... Nie wiem nic... Nic w moim otoczeniu nie jest pewne... Czy będzie tak, czy inaczej...
Powoli zaczyna mnie to denerwować, wkurzać i w ogóle... a ja jestem bezsilny. Bo czegoś chcę, i czasem widzę, że tak będzie. A z czasem się okazuje, że jednak nie...
W sumie jedna rzecz jest pewna... I w jakiś sposób mnie to pociesza...
Przyjdzie mail napisany gdzieś w krakowie... i to jest pewne...


tensai 2008-07-24 11:19:39 skomentuj (1)
Just becouse
Przypadkiem mnie naszło, żeby napisać...
Wracam do swojego starego zwyczaju olewania wszystkiego, co na drodze mi stanie (ale nie dosłownie).
Powoli, pomału włącza mi się na powrót sarkazm, ironia, cynizm. Zobaczymy gdzie sie to zatrzyma.
Co mi było? Taka tam zmiana w percepcji. Zmiana sposobu widzenia świata.
A teraz wracam.
Po prostu.

tensai 2008-04-04 17:38:48 skomentuj (2)
Historia końca
Wzięło mnie na pisanie.

- Jestem tu dziś, by zaprezentować największe odkrycie całego świata, a może nawet wszechświata – człowiek stał na podium, koło mównicy. Jego drugiej stronie stało coś prostopadłościennego, przykrytego zielonym materiałem. – Chcę zaprezentować maszynę, która przekształca dusze w widzialną, materialną formę.
Kiedy to mówił, podszedł do przykrycia i pociągnął za jego róg. Oczom wszystkich ludzi znajdujących się w pomieszczeniu ukazało się wysokie na dwa metry, szerokie na jeden, metalowe pudło. Może ów człowiek chciał zafascynować obecnych milcząc, ale usłyszał tylko:
- Czyli chce nam pan powiedzieć, że dusze, życie pozagrobowe i temu podobne bzdury istnieją?
- Nie – mężczyzna stojący na podium zaśmiał się. – Nie w sposób, w jaki religie tego świata o tym mówią. Zastanawialiście się kiedyś, co się dzieje z ludzką pamięcią po śmierci? Pewnie sądzicie, że te informacje są wciąż w mózgu denata. Nic bardziej mylnego. Po śmierci wszystkie te dane, wraz z zapisem charakteru dostają do otoczenia. Ale nie w wymiarze, w jakim my, ludzie, żyjemy. Ten wymiar można zobaczyć tylko w dość specyficznych okolicznościach. I oczywiście można zabrać coś stamtąd, jeśli takich okoliczności zdarzy się wiele. Zdołałem się dowiedzieć, jakie to okoliczności i moja maszyna te okoliczności stwarza i zabiera z tamtego wymiaru fragmenty dusz. Nie wiem, czemu dusze materializują się tutaj w postaci płynu, ale jest to dość... komfortowe.
- Co ma pan na myśli? Do czego służy płynna dusza?
- Mój asystent wypił jedną porcję i tymczasowo zyskał nową osobowość.
- Tylko chwilowo?
- Tak.
- Może pan nam pokazać, jak to działa?
Człowiek z podium wyszedł na chwilę z pomieszczenia i wrócił z młodym mężczyzną. Nacisnął przycisk na maszynie i w szklance stojącej w zagłębieniu urządzenia po chwili pojawił się płyn. Młodzieniec sięgnął po szklankę i zamierzał wypić płynną duszę, ale ktoś zapytał:
- A co jeśli ta „inna osobowość” będzie osobowością mordercy albo kogoś podobnego?
- O to proszę się nie martwić. Płynna dusza składa się ze zmieszanych wielu kawałków różnych ludzi, a procentowa ilość wspomnień i charakteru mogłaby jedynie sprawić, że mój asystent stałby się odrobinę bardziej wredny –Wynalazca zaśmiał się. – Co mu już chyba nie grozi.
Młody mężczyzna wyszczerzył zęby i wypił płyn.
Wynalazca skraplacza dusz oczywiście nie mógł wiedzieć, że w miejscu, w którym odbywała się prezentacja było największe skupienie złych elementów dusz na całym świecie.
To była historia początku Trzeciej Wojny Światowej. Mam nadzieję, że czytanie tego uczyni czas oczekiwania na upadek bomby atomowej odrobinę milszym.
Chciałbym także przeprosić za mój wynalazek. Prosiłbym także, żebyście pomodlili się w tych ostatnich minutach życia za mnie do Boga Najwyższego, niezależnie, jak Go zwiecie. Nie będę miał wam tego za złe, jeśli tego nie uczynicie. Bóg karze nas wszystkich za moje błędy.
Będzie mi bardzo przykro do końca mego życia.
I po nim. Bo wiem, że zaświaty istnieją.
 



tensai 2007-12-13 20:09:33 skomentuj (1)
Why?
Dziwne rzeczy się dzieją.
Same zbiegi okoliczności.
Którymi nijak nie da sie pokierować.
I teraz pytanie. Czy ktoś ma na to wpływ? Czy może są to rzeczy tak chaotyczne, jak ruchy Browna?
Same pytania, żadnych odpowiedzi. Jak w takim świecie można żyć?
No można. Olewając wszystko z góry na dół i ciesząc sie, jak coś wyjdzie. Doprawdy, fascynujący sposób na życie.
Co w takim życiu może być ciekawe? W sumie to, że nie ma smutku, bo go olewasz. Z drugiej strony radości tez nie.
Wegetacja generalnie.
Więc można się ścierać z niedogodnościami losu i czasem się uśmiechnąć, albo nie odczuwać nic.
Co wybrałem?
Czasem trzeba pocierpieć
:)

tensai 2007-10-07 11:03:12 skomentuj (2)
Take a breath
Pewne rzeczy sie lubi robić.
I się mówi, że można by je było robić bez przerwy.
Czy na pewno?
Otóż nie. Na ten przykład uwielbiam grać na basie, no ale po jakimś czasie grania co dzień po 6 godzin już powoli zaczynam mieć dość. Dlatego postanowiłem odstawić na chwilę gitarę, żeby kiedyś tam w furii nie wyrzucić jej przez okno.
A na usprawiedliwienie powiem, że chwila rozłąki rozpala namiętność.

Z pasją, ale również z umiarem.

tensai 2007-08-29 13:40:59 skomentuj (0)
Blues
No...
Wreszcie mnie wzięło i postanowiłem coś napisać...
Tylko czemu spowodowała to chandra, a nie coś miłego, przyjemnego? Taki już ten świat jest... Ale ja nie o tym chciałem.
Czy komuś nie jest znane to uczucie, kiedy wszystko idzie świetnie, jest po prostu wulkanem szczęścia, aż nagle jeden pierdółek psuje cały nastrój?
Właśnie...
Od miesiąca jestem szczęśliwym posiadaczem gitary basowej. Nauka nawet składnie mi idzie.
Szkoła tez niczego sobie... Nie mogę powiedzieć, żebym był niezadowolony.
Kilka pomniejszych sukcesów, parę wywołanych uśmiechów, po prostu żyć nie umierać.
No ale.
Zawsze musi być ale.
Bez ale świat byłby nudny jak cholera.
No właśnie... Cholera...
Pojawił się pierdółek. Ot, pół godzinki... No i wszystko szlag wziął...
Do tego zaczął padać deszcz...
No i bluesowy nastrój jak sie patrzy...
No więc siedzę i gram (a raczej próbuję) bluesa.

Tylko żadnego tekstu nie mogę wymyślić...

A najzabawniejsze jest to, jakie są ogólne założenia tego wszystkiego...

Dawno żadnego sensownego haiku nie napisałem...

Nie nadaje się do liryki...
Epika wychodzi mi kiepskawa...
Ogólnie dramat...

A ja narzekam...

Ciekawie... Narzekanie jako lek na wszystko... No cóż... Pewnie. Czujesz się źle, więc czemu inni czują się dobrze? Trzeba im zepsuć nastrój. No bo jak oni mogą sie cieszyć, kiedy ty cierpisz wewnętrzne męki...
Przecież to niesprawiedliwe...

Czy ktoś mówił, że życie jest sprawiedliwe? Raczej nie. Więc zamknij się...

(...)


tensai 2007-06-15 21:19:19 skomentuj (1)
Algorytmy - Wprowadzenie
Co to jest algorytm?
Cóż...
Nieformalnie jest to pewnie ściśle określona procedura obliczeniowa która dla właściwych danych wejściowych zwraca żądane dane wyjściowe.
Czyli jest ciągiem kroków obliczeniowych prowadzących do przekształcenia danych wejściowych na wyjściowe.
Ktoś kiedyś powiedział, że Bóg (czy kto tam) zapisał cały świat przy pomocy liczb.
A tam gdzie są liczny, tam można wprowadzić algorytm.
Normalnie dąży się do upraszczania algorytmu. Normalnie. Ja idę trochę po łuku. Pomijam rzeczy oczywiste a używam trochę niespodziewanych. Czemu? Może na złość, może z przyzwyczajenia, a może jest w tym jakiś głębszy sens. Problem w tym, że nie wiem dokładnie... Albo się nad tym nie zastanawiałem. Może warto się nad tym zastanowić?
Ale to kiedy indziej.
Algorytmy. Tu jest już ciekawiej. Trzeba je odpowiednio dobrać, żeby mogły ze sobą współpracować. Bo jak nie gadają w jednym języku, albo jeden pisze wiersza, podczas gdy drugi bawi się całkami i obydwaj wymieniają się radami, to współpraca się co najmniej nie uda.
Trza być kompatybilnym. Ale kompatybilnym w ten sposób, żeby można było się przestawić na inny typ danych...
No i właśnie. Rzeczy z którymi na codzień obcujemy pozostawiają w nas ślad...
Ludzie umieją ze sobą współpracować, bo takim jesteśmy gatunkiem, który w większości spraw lepiej radzi sobie w grupie, niż w pojedynkę. Ale nie zawsze tego chcemy. A to że kogoś nie lubimy, że coś tam... Ja to widzę tak. Jeżeli owa praca zespołowa przyniesie więcej, niż w nią włożyliśmy, to jest ona warta podjęcia, nawet mimo owych osób. Niestety często jesteśmy wciągani do grup, które nie mają profitów. LAe wynik pracy widać na końcu. Więc nic nie da się zrobić. Trzeba poznać człowieka, nie jego charakter, nie zainteresowania, tylko to, jak radzi sobie w grupie. I po kilku porażkach skompletować zgrany zespół, który potrafi bić innych na głowę, mimo że każda z jego składowych może być "niczym"
A zatem "Kupą, mości Panowie (i Panie)"
Bo w grupie siła.
Ale w grupie według zasady "Liczy się ilość, a nie jakość" Niewiele człowiek zdziała.


Tak na to teraz patrzę, i nie wiem, po co to napisałem.


Wspomnienie świeże
Plan pełen od szczegułów
O czym mówiłem?


Po to mamy zdolnośc mowy, żeby się komunikować.
Prawidłowa komunikacja zmniejsza nieporozumienie.

Tylko trzeba otworzyć usta.
Właśnie.
A podsłuch?

tensai 2007-04-27 00:07:49 skomentuj (2)
Ynteligencja
Ludzie są jedynymi istotami na ziemi, które są inteligentne (Nie chcę polemizować z ludźmi, którzy uważają, że zwierzęta też mogą być inteligentne. Nie o to chodzi).
Co nam daje ta inteligencja?
Dość ciekawe pytanie. Niemniej jednak ciekawsza jest odpowiedź, jaki dała pewna osoba będąca w pewien sposób autorytetem. Ot uznała ona, że inteligencja umożliwia nam... zostanie kozłem ofiarnym.
A czemu? Ciąg przyczynowo-skutkowy wyglądał tak:
Inteligencja powoduje, że każdy z nas może zachować się w różny sposób, a że ludzie organizują się w społeczeństwa, trza zasad. Właśnie, zasady. Już kiedyś o tym mówiłem. Teoretycznie ograniczają one nasze możliwości. I właśnnie inteligencja powoduje, że postępujemy według zasad. Ale wystarczy wziąć osiłka, który, powiedzmy, nie jest zbyt bystry, i sprawa wygląda inaczej. Niby nie rozumie on, że zasad należy przestrzegać i tego nie robi, w związku z czym debil ma łatwiej w życiu i łatwiej mu sie powodzi.
Tak to wyglądało. Zacząłem polemizowac, ale owa osoba chyba nie zmieni swojego sposobu myślenia. Więc pozostaje mi tylko przyjąć do wiadomości jej punkt widzenia i przedstawić tu mój.
Inteligentny człowiek potrafi zrozumieć, kiedy złamanie zasad może przynieść kożyści a kiedy nie. Osoba nieinteligentna łamie je cały czas.
Odniosę się do przykładu podanego przez ową personę, z którą starałem sie polemizować. Wyścig. Czy inteligencja może pomóc wygrać? Przykład był prosty.
Dwa stereotypy: Osiłek-głupek i inteligent-chuderlak. Podczas wyścigu osiłek wygrał, bo zdzielił chuderlaka łokciem pod żebra. Chuderlak mógł zrobić to samo, nie? Ale to byłaby siła fizyczna. A więc poszkodowany dobiegł drugi, ale ma nagranie z tym, co sie zdarzyło na torze. Osiłek zdyskwalifikowany.
Kto wygrał?
Inny przykład, jakaś bitwa. Żeby wygrać, trza było miec tężyznę fizyczną, dobrze umieć władać bronią, etc. Ale to z punktu widzenia jednostki. Do sterowania jednostkami potrzebna jedt inteligencja.
Wygraliśmy bitwę. Ale kto wygrał? Rycerze? Czy tłum rycerzy dowodzony przez niekoniecznie sprawnego fizycznie dowódcę?

Niektórych mogę nie przekonać, ale ja cały czas uważam, ze inteligencja jest ważniejsza.
Ale respektuję zdanie innych, bo to świadczy o inteligencji.

tensai 2007-04-18 17:12:29 skomentuj (1)
Obwód scalony
Może mi już siada mój profil, a może coś innego, ale będzie o obwodach scalonych.
Cóż to takiego jest? Najprościej rzec, część składowa sprzętowej części komputera. Kilka układów scalonych, trochę przewodów, dysk i teoretycznie mamy komputer. W uogólnieniu. Dużym.
No ale co dalej? No trza nauczyć ten kłębek drutów, co ma robić. Mamy OS typu "okna", coś do "jabłuszka" bądź ze znakiem "pingwina".
No i się zaczyna.
Zawsze zadziwiało mnie to, że na tle dzisiejszych rozrywek, rozrywki w przeszłości były o wiele bardziej kreatywniejsze. Teraz masz wszystko: kolor, kształt, dźwięki etc. w tym swoim siedemnasto calowym świecie. Kiedyś za procesor służyła wyobraźnia. Jak to jest dziś?

Dążenie w przód
Czy przyniesie profity
naszej agoni?


Cóż... może tak strasznie nie jest... I nie dojdziemy do takiego stanu, że poruszanie sie o własnych siłach, mowa, pokarm przyjmowany w konwencjonalny sposób staną się zbędne, a prokreacja będzie jednym z wyborów podejmowanych po rozważeniu za i przeciw bez udziału emocji, które przecież zresztą nie będą potrzebne... Może...
Liczę na big crunch.

tensai 2007-03-30 19:12:14 skomentuj (1)
Jak było, tak nie będzie...
Ostatnio ciągle przez moją łepetynę przewija się tekst pewnej piosenki...
Nie pamiętam dokładnie, jak do leci, ale jest to z grubsza coś takiego:


Hej Maggie, czy pamiętasz?
Pisze do Ciebie krótki list.
Wiedz, że Cię kocham miła,
lecz szewcem dłużej nie chce być.
teraz okręt jest mi domem, żyje tu,
i choć ciężko pośród burz, strasznych burz
[...]
Wciąż mam błekitny sweter,
ten, który kiedyś dałaś mi.
Moje kudłate włosy,
są jak za dawnych wspólnych dni.
[...]
Lecz uwierz, dnia pewnego,
gdy kapitanem będę już.
Skrzyknę załogę dzielną,
na dom rodzinny wezmę kurs.
I spotkamy się po latach,
ujrze Cię.
Wrócę by ożenić się, poślubić Cię


I co wypaczony umysł przeciętnego współczesnego człowieka myśli czytając ten tekst (szczególnie ostatnią część)?
"Ale głupek, myśl, że ta jego panna będzie na niego czekac?"
No własnie.
Coraz mniej mam siły, żeby znosić takich ludzi.
Trudno żyć (przeważnie) niepoprawnemu optymiście...
Ten tekst naprawdę jest piękny...


tensai 2007-01-22 17:27:10 skomentuj (3)
Oldschool
Wszyscy wspominają stare, dobre czasy. Mówią jak to kiedyś było dobrze, że dawniej to, dawniej tamto.
Rozmyślają o wszystkim co było i się tym zachwycają.
Aż się potkną o nierówny chodnik i wywrócą.
Wkurza mnie to.
Jak byśmy wspominali co było kiedyś, to długi czas siedzielibyśmy w jaskiniach i wspominali wczorajsze polowanie na mamuty przy pomocy patyków...
Z tego co było trzeba wyciągnąc wnioski i iść do przodu patrząc się do przodu. Bo wędrówka na ślepo niechybnie prowadzi do kontuzji...
Teraz jest teraz i nie obchodzi mnie, co było. Dlatego nie zwykłem robić zdjęć, notatek i tego typu rzeczy.
Przyzwyczajenia też są niejako związane z przeszłością. One też mnie denerwują... Po pewnym czasie wykonujemy rzeczy jak robot niewiele pozostawiając dla mózgu a większośc pozostawiająć rdzeniowi...
I w końcu stajemy się robotami. Wszystko robimy po staremu, nie myśląc o tym.
Jakby nie można chwilę się zastanowić, czy nie wartoby czegoś usprawnić.

tensai 2007-01-17 15:53:17 skomentuj (1)
Das ist verboten
Co rusz słyszę jakieś zakazy... to to, to tamto...
Żadnego: "proszę, może spróbujesz", ani "czy nie chciałbyś?"
Tylko zakazy, żadnych możliwości...
Nie rób tego, nie rób tamtego... Masz robić to tak jak jest tu napisane. Nie możesz tego nosić... Tak masz wyglądać, nie tak jak ten tam stojący...
Zaczynam mieć wrażenie, że niedługo wszyscy będą musieli mieć ten sam wzrost i poruszać się w ten sam sposób a do przeróbki pójdzie sposób myślenia. "Nie możesz myśleć tak jak on, jesteś niebezpieczny dla dobra ogułu" Dobra... a co "ogół" może mi dać? Następny zakaz? Nie, ja wysiadam...

Ciągle zakazy
Jakby nie można stanąć
Zaśmiać się szczerze


Po co dawac zakazy, przyduszać możliwości ludzkiej istoty, zamiast nauczyć ją postępowac właściwie.?..
Ale do tego znów potrzebne są zakazy...

tensai 2006-11-14 19:17:51 skomentuj (2)
Dlaczego?
Na świecie żyją ludzie.
Dlaczego?
Bo ktoś tego chciał.
Dlaczego?
Bo chciał nas poobserwować.
Dlaczego?
Bo sie nudził.
Dlaczego?
Bo wszystko potrafił.
Dlaczego?
Bo był wszechmogący.
Dlaczego?
Bo tak musiało być.
Dlaczego?

Bezsensowność takich pytań czasem ma sens... Teraz pytanie: Czy cały ciąg przyczynowo-skutkowy jest zapętlony, czy jest prostą nieskończoną?
I dlaczego tak jest?

tensai 2006-10-10 15:54:06 skomentuj (3)
No cóż
Wszystko płynie.
Wszystko.
Ale w płynięciu czasu jest coś specyficznego. 2 miesiace temu zaczęły sie wakacje... kupa czasu te 2 miechy, nie? A dziś, bach, jeszcze niecały tydzień. Podobnie było z każdą kolejną klasą.
"Och, zaczynam gimnazjum." "Niedługo egzaminy" itd. itp.
A teraz patrze na to i wiem, że to minęło. Teraz patrze do przody i wiem, że to też minie.
Wiec po co się bedę martwił tym co bedzie? I tak minie?
Oleje wszystko, a i tak potem to bedzie tylko bladym wspomnieniem.
Ale chwile później przychodzi pytanie: i co bedziesz robił? Zapominał?
Nie.
Ja chce pamiętać,
I pamiętam...

Chociaż czasami nie jest to przyjemnie

tensai 2006-08-29 12:20:32 skomentuj (1)
Taa...
Wakacje! Zanowu są wakacje!
Chwila konsternacji.
I z czego sie cieszysz baranie? Z dwóch miesięcy pseudowolności?
Jasne. Mówisz że lapsza taka niż żadna?
Taa... Potem bedziesz za marną pensję tyrał aż do śmierci i mówił że lepsza taka niż żadna?
Pierdolisz głupoty, mówię ci...
Ale zaraz sam sobie przeczył.
Bo to co teraz piszę, mogło być ciekawsze.
A nie jest.
Bo lepsza taka notka niż żadna.

(Przynajmniej skoczyć z porządnego mostu chciałbym)

tensai 2006-06-27 15:04:31 skomentuj (5)
Gdyby wszystko było proste...
Świat jest węzłem.
I to nie byle jakim węzłem.
Świat jest węzłem Gordyjskim.
Co z tego wynika?
Z zewnątrz, ot, kupa liny powiązanej ze sobą, co w tym specjalnego?
Ale jak przyjdzie do rozwiązywania... już zaczyna się problem... Nawet syzyf nie miałby dość czasu, aby rozwiązać ten węzeł...
Jedyną możliwościa jest miecz, względnie cos podobnego.
Ale nikt nie chce niszczyć świata tylko po to, żeby dowiedzieć się, jak on działa.
Prawda?

Czy to jest prawda?

tensai 2006-05-11 07:02:34 skomentuj (1)
Podróż
Podróż - przebywanie drogi do jakiegoś odległego miejsca, od miejsca do miejsca po rozległych terenach.
Tak w słowniku języka polskiego jest opisana podróż. W wymiarze fizycznym. Wędrowanie od jednego miejsca do drugiego. Po drogach, traktach ścieżkach i tak dalej. Można podróżować na różne sposoby i w różnych celach. Żeby poznać świat, odwiedzić kogoś, zawieźć coś gdzieś itd. Czasmi ktoś wyrusza w podróż i nie wraca. Czemu nie wraca? Tam gdzie doszedł jest mu lepiej? A może coś mu się stało? Próbuję myśleć, że jest mu tam lepiej.

W końcu śmierć jest podróżą.

A ja staram się o tym tak myśleć...

tensai 2006-03-02 08:43:41 skomentuj (2)
Szmaciana lalka
Każdy chyba wie, jak wygląda teatrzyk lalek. Szmaciane ludziki ruszają nogami i rękami do których są przywiązane sznurki, a u góry ktoś za te sznurki pociąga.
A co byłoby, gdybyśmy my takie sznurki mieli na przegubach? Inaczej. Może mamy takie sznurki na przegubach? Ktoś się nami bawi, robi przedstawienie, by bawić innych. Że niemożliwe? Że mamy wolną wolę? Na pewno? Robimy coś, bo tego chcemy, sami to wybraliśmy i mogliśmy wybrać co innego. A jak popatrzymy na to tak: Wybraliśmy tak, bo inaczej nie mogliśmy. Bo jeżeli mogliśmy, to czemu nie wybraliśmy innej rzeczy? Wolna wola to tylko pozory. Robimy to, czego chce ktoś inny.
Jesteśmy kukiełką w teatrzyku.
Do czasu aż ktoś przetnie sznurki.
Wtedy upadniemy bezwładnie.

tensai 2006-01-21 10:34:42 skomentuj (3)
Sen
Wszyscy śnimy. Niektórzy coś pamiętają z tych snów, a niektórzy nie... Jednak ostatnio tak sobie pomyślałem, a może to wszystko też jest snem? Może wpadając pod ciężarówkę obudzę się i niczego nie będę pamiętał? Wyobraziłem sobie taką piramidę, która buduje się w nieskończoność. Każdy sen tworzy nowe życie: narodziny, dorastanie i śmierć. Więc od nas, w dół tworzy się piramida i ta rzeczywistość jest wieżchołkiem. Ale zaraz. Jak to też jest snem? Więc "moja" rzeczywistość jest tylko jedną cegiełką w piramidzie bez końca. Każdy jest snem i śniąc tworzy nowych, co śnią. I tak et absurdum.

Sen jak ucieczka
tworząca mój własny świat
Nagła pobudka


A może to był tylko sen?

tensai 2005-11-16 16:21:02 skomentuj (1)
Sesja RPG
Niedawno przysłuchiwałem się sesji, którą prowadził mój brat. Było to na zasadzie storytellingu, a oni grali w jakimś postapokaliptycznym universum. Była to mieszanka wszystkiego, co możliwe. Orki, elfy, karabiny, bomby itd. Recz działa się w podziemiach. Część drużyny pobiegła korytarzami za swoim wrogiem. Na miejscu została tylko jedna postać - fanatyczny wyznawca jakiejś wiary podobnej do islamu, walczący sejmitarem. I wtedy z nienacka rzuciły się na niego orki, dotychczas ukryte w korytarzu. Bochater bronił się dzielnie, ale ciężkie cielsko jednego orka zwaliło się na postać. I wtedy Mistrz Gry (czyli mój braciszek) wypowiedział słowa, które brzmiały następująco:

"Trup orka przygniótł cię. Pozostali nie zauważyli że żyjesz.

tensai 2005-11-04 15:10:10 skomentuj (0)
Dążyć
Każde dążenie
Ma cel do osiągnięcia
Zrozumieć prawdę


tensai 2005-10-05 19:50:08 skomentuj (2)

Blogi
Wygnanka
Uriel
Blog muzy
Blog nike

Do pomyślenia
Ze?t